Znów te same uczucia, znam je.. A jednak zawsze im ulegam. Życie ma swój schemat, życie ogolnie, zycie każdego z nas - życie zewsząd postrzegane. To wszystko jest ścisłą tabelką, czy mogę się temu poddać? Chyba... wiem ze jesli sie nie poddam, będę wciąż raniona chyba ze znajdę kogoś kto umiejętnie będzie umiał trwać przy mnie. Tak wkurzał mnie Bajm, jak Basia mi wysyłała - jakoś zawsze... grał mi na nerwy, a teraz jedna piosenka wpadła mi mocno w ucho i jedno zdanie które jest taką mocną bzdurą w moim życiu "moze własnie tego chce od Ciebie Bóg, abys do niego szukał do niego nowych dróg..." I mimo mojego ostatniego ostrego doswiadczenia z kościołem, to zdanie ciągle mnie uderza, bo idealnie przypadkowo usłyszałam to.. Tyle razy juz z ludzmi dyskutowałam na ten temat, tyle o tym myślałam. Tyle słyszalam, a potem stoję i marzę..
Wiem, że zdrada to grzech.. Pieśń. Długo tu nie pisałam , gdy przychodzą, do mojej głowy jakieś konstruktywne myśli nie zapisuję ich, zwykle jest to wtedy jakoż jadę autobusem. Jesli jestes gdzieś tam, między ziemią a snem... Nie chcę nikogo wołać, tak bardzo kocham wszystkich ludzi, że zaczynam ich przez to nienawidzić. Poddaję się w działaniu. Poddaję się.. Uwierzyłam głupio przez chwilę, że warto, że moze cos więcej znaczę.. Ale oprócz złudzenia optycznego na tym świecie jest rzeczywistosć.
Własnie mi się o niej przypomniałam.
Ojciec mnie nie chce, to jak reszta swiata moze chcieć...
Pomarańczowe życie?
piątek, 24 września 2010
środa, 11 sierpnia 2010
Jak mnie tu znalazłeś?
Trochę ostatnio znów pojawiło się tego czego być nie powinno, nie rozumiem po co prowadzę pbl i bloga jednoczesnie, ale to w zasadzie nie ma znaczenia dla sedna sprawy. W tym rynsztoku, w środku dnia.. Miłość, jest tak różna i jak jej pragniemy to wiemy czego? Chyba nie pragniemy miłości, tylko każdy czegoś, czegoś innego. Czegoś dobrego, slodkiego i kwasnego jednocześnie jak pomarańcze. Można by to chyba tak łatwo i prosto porównać do pomarańczy, czy słodka czy nie to i tak nazywa się ją tak ciepło. A miłość, hmm różne ma imiona? I oblicza też. Doswiadczam miłosci, ale tak róznej. Dwa razy udało mi się do tego momentu w życiu dojść, czy nie jestem za młoda?
Tego chyba nie wiem, nie wiem czy się dowiem.. Przynajmniej nie dzisiaj jutro, oby to nie miało tylko fatalnych skutków. Zawsze chciałam mieć starszego brata, zupelnie bez związku z moją siostrą, którą zresztą mam :) Jeden mały swiat mam, zyje w nim. A dzisiaj dostałam tapetę, która została zrobiona dla mnie, to takie miłe czuję się niezręcznie, ale mniej niż kiedyś to bywało Mospanie. Chyba nie mam jakos siły dzisiaj na to wszystko, chyba boję się wypuścić z siebie te mysli które mnie dręczą... Ale tak jak już powiedziałam, naprawdę czasem marzę o tym żeby pójść na wrzosowiska i zapomnieć wszystko, to zupełnie inna rzeczywistość Loko od tej jaką Ty masz, budujesz, postrzegasz.. wiem o tym. Nie wiem jak to wszystko bedzie, ale chyba będę musiała wytworzyć własne osobne zycie, w głowie.
Arytmia...
Tego chyba nie wiem, nie wiem czy się dowiem.. Przynajmniej nie dzisiaj jutro, oby to nie miało tylko fatalnych skutków. Zawsze chciałam mieć starszego brata, zupelnie bez związku z moją siostrą, którą zresztą mam :) Jeden mały swiat mam, zyje w nim. A dzisiaj dostałam tapetę, która została zrobiona dla mnie, to takie miłe czuję się niezręcznie, ale mniej niż kiedyś to bywało Mospanie. Chyba nie mam jakos siły dzisiaj na to wszystko, chyba boję się wypuścić z siebie te mysli które mnie dręczą... Ale tak jak już powiedziałam, naprawdę czasem marzę o tym żeby pójść na wrzosowiska i zapomnieć wszystko, to zupełnie inna rzeczywistość Loko od tej jaką Ty masz, budujesz, postrzegasz.. wiem o tym. Nie wiem jak to wszystko bedzie, ale chyba będę musiała wytworzyć własne osobne zycie, w głowie.
Arytmia...
czwartek, 5 sierpnia 2010
orange sky
W zasadzie o zalozeniu po raz kolejny bloga myslalam juz od jakiegos czasu . Juz kilka prowadzilam, ostatnio przejrzałam całą dokumentację mojego rzekomo życia, albo rzekomo szczęsliwego, moze nie.. I w sumie to prawda, że żyję i że kiedyś też istniałam. Jakoś cięzko mi utożsamić się z moim istestwem,a nawet nie z nim tylko z przeszłoscia, nie wiem czemu ale jakoś nie uznaje tego ze była. W końcu mam trochę czasu,ale ten czas chyba wpędza mnie w przygnębienie. Nie wiem może dlatego jestem melancholijna i chcę się podzielić tym co mam w głowie, z drugiej strony przecież to jest tak osobiste, że nie wypada tego umieszczać w internecie - na Boga! Wiem, że pomijam pewne przecinki, dopiero pomalowalam paznokcie, to też jest dla mnie nieistotne i też nie mogę w to uwierzyć. Ale chyba to jest przyjemniejsze niż cała resztą,ale z całą pewnością miało miejsce nie bez powodu śmierdzi mi w pokoju lakierem do paznokci.
Jestem chyba juz na tyle smutna i samotna (oczywiscie w jakis tam sposób, ale nie ten najpopularniejszy.. jak to powiedział moj przyjaciel Robert, w dzisiejszym zagonionym świecie mamy tyle rodzajów samotności ze mozna wybierać ile się zechce) czy opuszczona? Ale dobrze się z tym czuję, może dramatyzuję.. Ponoć Agnieszki tak mają. A własnie to pierwsza notka, wypadałoby parę słów o sobie.. Ale i tak nikt tego nie będzie czytał, chyba ze komuś podsunę to pod nos, ale ta osoba pewnie bedzie wiedziec jak się nazywam, ile mam lat i od ilu lat się już nie moczę. Dawno nie pisałam, dawno nie czytałam.. Chyba ostatnie co czytałam, to napisy w moim ulubionym serialu. Hmm... Jestem teraz taka spokojna, wyciszona. Od kilku dni, nachodzi mnie takie przygnębienie, a nie.. chcę, nie mam się komu zwierzać, bo oczywiscie samowystarczalne stworzenie twierdzi, że sobie z tym wszystkim (przecież i tak nic nie ma.. ) poradzi. DDA, moze to przez to? Nie wierzyłam w to, nigdy nic nie chcialam na nie zwalać.. Ale ostatnio poczytałam, chyba muszę spróbować w to uwierzyć.
Moglabym wlasnie napisac, jak bardzo nie wierze w siebie, w swoje mozliwosci, uwazam ze mam mnostwo kompleksow itp. .Ale po co, ja to wiem, nikt wiecej nie musi i tak wszyscy uwazają ze się uzalam, a tego nie chce robic. Chce zrzucic z siebie tą obsesję opuszczenia.
Ostatni paznokieć.
Jestem chyba juz na tyle smutna i samotna (oczywiscie w jakis tam sposób, ale nie ten najpopularniejszy.. jak to powiedział moj przyjaciel Robert, w dzisiejszym zagonionym świecie mamy tyle rodzajów samotności ze mozna wybierać ile się zechce) czy opuszczona? Ale dobrze się z tym czuję, może dramatyzuję.. Ponoć Agnieszki tak mają. A własnie to pierwsza notka, wypadałoby parę słów o sobie.. Ale i tak nikt tego nie będzie czytał, chyba ze komuś podsunę to pod nos, ale ta osoba pewnie bedzie wiedziec jak się nazywam, ile mam lat i od ilu lat się już nie moczę. Dawno nie pisałam, dawno nie czytałam.. Chyba ostatnie co czytałam, to napisy w moim ulubionym serialu. Hmm... Jestem teraz taka spokojna, wyciszona. Od kilku dni, nachodzi mnie takie przygnębienie, a nie.. chcę, nie mam się komu zwierzać, bo oczywiscie samowystarczalne stworzenie twierdzi, że sobie z tym wszystkim (przecież i tak nic nie ma.. ) poradzi. DDA, moze to przez to? Nie wierzyłam w to, nigdy nic nie chcialam na nie zwalać.. Ale ostatnio poczytałam, chyba muszę spróbować w to uwierzyć.
Moglabym wlasnie napisac, jak bardzo nie wierze w siebie, w swoje mozliwosci, uwazam ze mam mnostwo kompleksow itp. .Ale po co, ja to wiem, nikt wiecej nie musi i tak wszyscy uwazają ze się uzalam, a tego nie chce robic. Chce zrzucic z siebie tą obsesję opuszczenia.
Ostatni paznokieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)